Gdyby ktoś zapytał mnie jak określam się światopoglądowo, odrzekłbym: „jestem prometeistą”. Człowiekiem, który z lewicy bierze pochwałę postępu a z prawicy pochwałę siły i przedsiębiorczości (kreatywności) – w największym uproszczeniu. Nie ma tu wątpliwości – dla osób o prometejskich wrażliwościach, dla których „wola stworzycielska” człowieka (parafrazując przedwojennego polskiego filozofa) jest samą ontologiczną esencją naszej egzystencji (a nie na przykład uległość wobec Boga), modernizm i wszystko co działo się w sztuce w pierwszej połowie XX wieku, musi być najbardziej interesujące, najbardziej inspirujące.
Pierwsza połowa XX wieku to moim zdaniem największa eksplozja ludzkiego geniuszu i woli twórczej. „Trudne czasy tworzą silnych ludzi, a silni ludzie tworzą niesamowitą sztukę” – napisał Fen de Villiers w opisie swojego filmu. Włoski futuryzm, rosyjski konstruktywizm, vortycyzm – nurty te przedstawiały surową, intensywną energię witalną . Energię afirmatywną wobec życia, którą rzadko widzi się we współczesnej sztuce.
Żeby przetłumaczyć video kliknij w ikonkę z napisami, następnie w ikonkę z ustawieniami i tam będzie możliwość automatycznego tłumaczenia napisów na polski.