2025-07-24

Jakub Skaza

lowlife2lowcode

Dlaczego nie używam Elementora – i dlaczego to dobrze dla Twojej strony

W mojej pracy nie korzystam z page builderów, tylko projektuję i koduję strony od podstaw. Używam co prawda Webflow i Pinegrow (którego logo widnieje w thumbnailu) dla przyspieszenia pracy, ale narzędzia te – kierowane do web profesjonalistów – generują czysty semantycznie kod. Oczywiście wszystko co wartościowe zazwyczaj bywa trudniejsze i nie inaczej jest tutaj – nauczenie się ich jest nieporównywalnie trudniejsze, niż przeciąganie prefabrykowanych klocków page builderów. Poniżej wyjaśniam, dlaczego to podejście – stosowane niestety przez zaledwie 20% twórców stron na WordPress – jest lepsze właśnie dla Ciebie, jako właściciela firmy, bloggera czy osoby dbającej o profesjonalny wizerunek online.

Błyskawiczne ładowanie i lepszy wynik w Google

Page buildery generują ogromną ilość nadmiarowego kodu: setki niepotrzebnych znaczników, style CSS ładowane z zewnętrznych serwerów, skrypty JavaScript, które nie są używane. Wszystko to spowalnia stronę.

Strony, które tworzę, są pisane ręcznie lub półautomatycznie, z pełną kontrolą nad strukturą HTML i plikami CSS/JS. Dzięki temu ładują się błyskawicznie, a wynik Google PageSpeed jest znacznie lepszy – co wpływa nie tylko na wygodę użytkownika, ale też na pozycję w wyszukiwarce.

Brak zależności od zewnętrznych narzędzi

Page builder to skomplikowany system – jeśli producent przestanie go rozwijać lub nie zdąży z aktualizacją po nowej wersji WordPressa, Twoja strona może przestać działać. To samo jeżeli Ty jako właściciel strony spóźnisz się z aktualizacją wtyczki buildera, strona może się rozsypać. Albo gdy przestaniesz ją opłacać – dodatkowe funkcje (jak przyklejony pasek nawigacji), które dla osoby kodującej są kwestią kilku linijek kodu, w builderach znajdują się za paywallem.

Projektując stronę bez buildera:

  • opieram się wyłącznie na oficjalnym WordPressie,
  • koduję wszystko tak, by było łatwe do utrzymania i niezależne od wtyczek.

To spokój na lata – strona nie „rozsypie się” po aktualizacji i będzie łatwa do modyfikacji przez dowolnego developera. To drugie jest dość istotne. Przejmując projekt po kimś, wcale nie mam ochoty płacić za licencję do buildera by móc ją rozwijać, prawdopodobnie obciążę nią Ciebie.

SEO-friendly od fundamentów

Strony oparte na builderach często mają złą strukturę HTML – błędne nagłówki, zagnieżdżone divy, brak semantyki. To utrudnia robotom Google zrozumienie treści i wpływa negatywnie na pozycję w wynikach wyszukiwania.

Projektując stronę od zera, tworzę:

  • semantyczny kod HTML5,
  • odpowiednią hierarchię nagłówków (H1, H2 itd.),
  • czyste i logiczne struktury treści.

Dzięki temu Twoja strona jest bardziej przyjazna dla Google już na poziomie kodu – bez konieczności ładowania dodatkowych wtyczek SEO.

Unikalny design, dopasowany do Twojej marki

Buildery ograniczają kreatywność – oferują zestawy gotowych sekcji i komponentów, przez co wiele stron wygląda podobnie. Co gorsza, dostosowanie layoutu do indywidualnych potrzeb często wymaga obejścia systemu lub dodatkowych kosztów.

Gdy tworzę stronę, design i kod powstają razem – dzięki czemu:

  • każdy detal jest zgodny z Twoją identyfikacją wizualną,
  • layout jest unikalny i dokładnie taki, jak zaprojektowany,
  • możesz wykorzystać nietypowe efekty, animacje, interakcje – bez kompromisów.

W dobie sztucznej inteligencji zbudowanie animacji GSAP w kodzie nie jest aż tak trudne. Nie ma potrzeby, by płacić za builder dla jego panelu animacji. I tutaj płynnie przechodzimy do aktualnej od kilku lat rozterki każdego WordPress deva – klasyczny szablon czy bloki Gutenberga.

Intuicyjna edycja treści – bez ryzyka popsucia layoutu

Gdy w 2016 powstał Webflow – jeden z najbardziej profesjonalnych wizualnych generatorów kodu HTML/CSS – a zaraz potem kilka platform, które skierowane były do amatorów (przeciąganie gotowych klocków i edycja treści bezpośrednio na stronie), WordPress w pewnym sensie został w tyle. Zwykli ludzie – bloggerzy, małe firemki – mieli nadal do wyboru gotowe szablony bez możliwości edycji lub płacenie developerowi, aby stworzył stronę dokładnie pod ich potrzeby. WordPress wprowadził więc system Full Site Editing i bloki Gutenberg, by nadążyć za duchem czasu.

Bloki gutenberga mają swoje zalety – możliwość bardzo łatwej edycji po stronie klienta, ale to jest miecz obosieczny, gdyż można coś popsuć, ponadto bloki kiepsko sobie radzą z bardziej zaawansowanymi layoutami i efektami na stronie. Dlatego zdarza mi się wciąż budować strony jako klasyczne szablony, w których dodawanie treści przez klienta odbywa się w odpowiednich polach – zupełnie jak wrzucanie postów na Facebooku.

W page builderach klient również dostaje dość dużo swobody: może zmieniać układ, kolory, marginesy – co prowadzi do chaosu. Często kończy się to telefonem: „coś mi się rozjechało…”.

Strony, które tworzę:

  • mają zoptymalizowany panel WordPressa z prostymi formularzami do edycji treści,
  • klient może zmieniać teksty, zdjęcia, projekty – ale nie zepsuje układu.
  • ja z kolei mogę budować zaawansowane efekty na stronie bez glitchów i rozjeżdżania się layoutów

To maksymalna prostota obsługi i minimalne ryzyko błędów.

Skalowalność i długowieczność

Strona internetowa to inwestycja – powinna służyć przez lata i dawać się rozbudować bez przepisywania wszystkiego od nowa.

Budując stronę klasycznie:

  • stosuję czytelny, modułowy kod, łatwy do rozwoju,
  • możesz łatwo dodać nowe sekcje, funkcje, wersje językowe.

To solidny fundament, który przetrwa zmiany trendów i technologii.

Absurd modelu licencyjnego

Większość page builderów – jak Elementor czy Divi – działa w oparciu o model licencji przypisanej do projektanta, a nie klienta. Co to oznacza w praktyce?

Jeśli tworzę stronę w Elementorze:

  • muszę wykupić płatną licencję, by korzystać z zaawansowanych funkcji,
  • klient nie posiada własnej licencji – strona działa tylko tak długo, jak długo ja, jako wykonawca, opłacam subskrypcję,
  • po zakończeniu współpracy, klient zostaje z problemem: płacić za coś, czego nie rozumie, czy ryzykować, że coś przestanie działać?

To nielogiczne i niekomfortowe dla obu stron.

W przeciwieństwie do tego, strony które tworzę:

  • nie wymagają żadnych płatnych wtyczek ani licencji,
  • klient dostaje pełny, samodzielny projekt działający na czystym WordPressie,
  • nie ma ukrytych kosztów ani zależności ode mnie jako wykonawcy.

Strona powinna należeć do Ciebie w całości – bez subskrypcji, bez licencji, bez haczyków.

Zapraszam do mail-artu!

Media społecznościowe to kiepskie miejsce dla osób twórczych, prawda? Dobrze to znam. Algorytmy nie rozpieszczają tych, którzy tworzą treści bardziej ambitne. Zapraszam do newslettera, w którym każdy mail jest formą ekspresji artystycznej na poziomie formy i treści lub odsyłaczem do moich najnowszych działań projektowych, ulicznych, poetyckich. Nie częściej niż raz na miesiąc. Dziękuję!