2025-10-20

Jakub Skaza

Sztuka Szarej Strefy Reklamy jako subwersja cyfrowej ekonomii atencji

60 sekund. Tak panowie socjopaci, którzy w naszej wspólnej symulacji odgrywają role właścicieli mediów społecznościowych, w pełni świadomie zaorali jakiekolwiek resztki merytorycznych akcentów, jakie istniały w obiegu zachodniej kultury intelektualnej.

Algorytmy faworyzowały wpierw filmiki 90 sekundowe, następnie 60 sekundowe, a teraz słyszę, że jeszcze lepiej będą wybijały się te, które trwają 30 sekund.

Artysta kontra treści płytkie i wysoko dopaminowe

Jak w 60 sekund można przekazać odbiorcy jakąkolwiek wartościową, merytoryczną treść? Mówiąc szybciej? Stosując agresywne cięcia w montażu? Obserwuję pewną jupiterkę na jutubie. Projektantka webowa. Bardzo wartościowe treści i ciekawa dziewczyna. Ale ta ściana nieustannego dźwięku jaką emituje ze swoich ust, usuwając jakiekolwiek pauzy zarówno stylem mowy jak i montażem; żeby się tylko wyrobić z wypowiedzeniem wszystkiego przed upływem limitu, za którym kończy się możliwość skupienia uwagi współczesnych zombie… Szczerze? Boli mnie głowa po przesłuchaniu takiego materiału. I czuję cholerny niesmak w ustach.

Według współczesnych standardów copywritingu zdanie w poprzednim akapicie które zaczyna się od „Ale ta ściana nieustannego dźwięku” jest zdecydowanie zbyt długie i zawiłe. Powinienem rozbić je na kilka prostszych zdań. Wspomniana jupiterka, którą szanuję jako projektantkę, sugeruje że treść na stronach internetowych, powinna być skrojona pod poziom dziecka z 5 klasy. Nie żartuję.

Artysta kontra korporacje medialne

Algorytmy cenią sobie – to znaczy promują – twórców, którzy zamieszczają treści regularnie i punktualnie. Co do sekundy. Co to oznacza w praktyce? Amplifikacje dwóch nowotworów współczesnego internetu.

  1. Faworyzowanie dużych, korporacyjnych graczy i treści nad którymi pracuje sztab ludzi.
  2. Faworyzowanie treści miałkich i płytkich. Ponieważ każda treść, która jest w jakikolwiek sposób wartościowa, wymaga nakładu czasu i pracy na przygotowanie. Nagrywając filmy o tym co zjadłem na śniadanie, dużo łatwiej jest się wyrobić z regularnością. Malując obrazy na płótnach, nie zawsze jest to takie łatwe. W ostatnich latach artyści i rękodzielnicy dostali srogi algorytmiczny łomot na społecznościówkach i wielu zrezygnowało.

Co to oznacza? Zgadłeś/aś. Jeszcze więcej idiokracji. Jeszcze więcej młodych zombie.

Artysta kontra cenzura i terror przewrażliwienia

I to wszechobecne przewrażliwienie. Terror przewrażliwienia oraz cenzura. Nie możesz używać tych słów, tamtych słów – uważaj dostaniesz bana! Autor świetnego kanału Brandoholik, Maciej Sznitowski, opowiadając o archetypach marki, zaczyna temat od tego, że dzielą się one na cztery ćwiartki, po czym dorzuca: „Brzmi jak lista zakupów budowlańca”. I już w postprodukcji dokleja napis: „Wiem, słaby żart”. Sterroryzowany tym, że ktoś posądzi go o brak wrażliwości oraz empatii.

Przepraszam, muszę to powiedzieć. Sram na taką przewrażliwioną empatię. Ja sam byłem budowlańcem przez pół roku, a low paying jobs to była moja rzeczywistość przez większość życia i ten kawał wcale mnie nie obraził. Swoją drogą budowlańcy też opowiadają kawały o inteligentach. Humor i komedia zawsze były ważnym elementem społecznego i kulturowego spoiwa – dopóki nie przyszli młodzi ludzie z dobrych domów, którym uroiło się, że są ofiarami dziejowych niesprawiedliwości i zbawcami świata jednocześnie. (Yoast SEO pewnie mnie skarci za długość tego zdania haha)

Ludzie nie radzą sobie z wolnością. Obalili dyktat religii i chwilę po tym musieli wymyślić sobie zamienne ideologie, noszące wszelkie znamiona wiary i kultu.

Artysta kontra AI

Wracając do tematu algorytmów. Twórcy wszystkiego co ambitne, a już w szczególności tego co niepokorne (patrz: cenzura), muszą znaleźć sposoby na obejście tych kłód pod nogami, na zhackowanie systemu. Dla części dobrym sposobem jest powrót do fizycznego świata. Od kiedy AI ukradła artystom owoce ich pracy, szkoląc na nich swoje algorytmy, warto wrócić do rzeźbienia (metaforycznie ale i dosłownie) w materii.

Myślałem kiedyś – zarzucając malowanie graffiti z powodów etycznych i estetycznych – że będę mógł realizować się twórczo na social mediach. Dopóki nie zdałem sobie sprawy, że tworząc sztukę i poezję, mam przed sobą barierę nie tylko ludzkiej zdolności do koncentracji, ale również algorytmu i konkurencji ze strony generowanych sztucznie treści. Zdecydowałem się na powrót na ulicę i umieszczanie stworzonych przeze mnie grafik i poezji w przestrzeni publicznej, tym razem jednak w nieco mniej problematycznej prawnie konwencji.

Mój powrót na ulicę

Zdecydowałem się na formę plakatu i umieszczanie ich w obrębie przestrzeni reklamowych. Tej, która akurat stoi pusta – jak zaklejone szaroniebieskim papierem billboardy albo puste citylighty na przystankach. W świecie „ekonomii atencji” to etycznie i estetycznie niekontrowersyjny (w przeciwieństwie do klasycznego street-artu) patent na hakowanie uwagi ludzi w obszarze poza cyfrowym.

Jeżeli wielkie koncerny, które są właścicielami owym przestrzeni, miałyby problem z tym, że naklejam swój wielkoformatowy plakat na pustym billboardzie, to proszę bardzo, podajcie mnie na policję. Gdybym miał wrócić na jakiś czas do więzienia, by napisać w spokoju zbiór poezji, pomedytować, pospać i pojeść za Wasze pieniądze… Nie widzę w tym większego problemu.

Aczkolwiek muszę przyznać, że jak do tej pory wszystkie firmy reklamy outdoorowej tolerują moją obecność, za co Was szanuję i za co serdecznie dziękuję! Obiecuję nie nadwyrężyć Waszej wyrozumiałości.

czarno biały plakat w citylight na przystanku stylizowany na okładkę czasopisma. zdjęcie dody i napis: szok! Nie tylko doda? 80% celebrytów ma toksyczne osobowości
billboard ze wzorem z lamp i napisem hacker świateł miasto

Zapraszam do mail-artu!

Media społecznościowe to kiepskie miejsce dla osób twórczych, prawda? Dobrze to znam. Algorytmy nie rozpieszczają tych, którzy tworzą treści bardziej ambitne. Zapraszam do newslettera, w którym każdy mail jest formą ekspresji artystycznej na poziomie formy i treści lub odsyłaczem do moich najnowszych działań projektowych, ulicznych, poetyckich. Nie częściej niż raz na miesiąc. Dziękuję!