2025-08-28

Jakub Skaza

Morton Feldman i SpaceGhostPurrp. Analogicznie awangardowa aura

Przyjrzyjmy się trzem silnym analogiom, które łączą geniusz tak pozornie odległych od siebie światów, czasów i gatunków.

1. Bezkompromisowa niepowtarzalność

Całkowitą unikalność i niepodrabialność stylu – nikt nie stworzy już muzyki, która ma Feldmanowski, zagadkowo nieoczywisty, melancholijny klimat, trwających nie raz po kilka godzin kompozycji. Tak samo jak nikt nie stworzył do tej pory i raczej już nie stworzy rapowych bitów, które miałyby w sobie ten specyficzny, lekko erotyzujący, senny mrok w sobie.

Pytałem kolegi, który naprawdę zna się na współczesnym rapie – jest prezenterem audycji rapowej w radio. Nie był w stanie wskazać mi żadnego twórcy, który byłby kontynuatorem purrpowego mroku. Wielu próbowało go kopiować (z Asap Rockym na czele), ale… to nie jest „to”.

To po prostu nie jest dokładnie to samo.

2. Bezkompromisowy vibe

Kolejna rzecz, to postawienie całkowicie na klimat. Na vibe. Na coś, czego nie da opisać się słowami.

Muzyka Feldmana opisywana jest jako minimalizm ekstremalny. To dźwiękowe plamy (choć w przeciwieństwie do współczesnego ambientu tworzone żywymi instrumentami orkiestry a nie elektroniką!), to „dźwięki jako obiekty” – rozciągnięte w czasie, ulotne jak mgła. Feldman komponował tak, by muzyka była bardziej doświadczeniem percepcyjnym niż strukturą do analizy.

Przyjrzyjmy się komentarzom na YouTube pod utworami Feldmana, ponieważ tam niektórzy ludzie porywają się na opisanie i zrozumienie Feldmanowskiego klimatu.

„Muszę usłyszeć tę muzykę kilka razy. Kiedy już przyswoję sobie takie utwory, często stają się one punktami zwrotnymi w moim doświadczeniu muzycznym. Zastanawiam się, skąd tytuł „koptyjski”. „Koptyjski” kojarzy mi się z gnostycyzmem.” – widać tutaj motyw tego, że muzyka Feldmana nie jest prostą rozrywką, lecz raczej dźwiękową gorzką czekoladą, którą powoli obraca się w ustach, wyciągając z niej słodkie i gorzkie nuty jednocześnie.

Osoba odpowiadająca na ów komentarz pisze: „Inspiracją dla tego dzieła były dywany z tradycji koptyjskiej: wzory pozornie takie same, ale z wieloma małymi odchyleniami od symetrii.”

To prawda. Dzieła Feldmana stanowiły powtarzalne motywy (jak sample w rapie?), które nigdy nie były w pełni identyczne, lecz subtelnie przesunięte.

W kolejnym komentarzu czytamy: „Posłuchaj tej muzyki, aby zrozumieć, że materializm jest szaleństwem… Posłuchaj, jak magia, piękno i tragedia brzmią subtelnie i kojąco!”

Magia, piękno i tragedia. To świetne ujęcie emocjonalnego ładunku efemerycznych, minimalistycznych kompozycji nowojorskiego, żydowskiego kompozytora. Ich uczuciowa temperatura jest ambiwalentna – niczym dziwaczny, psychodeliczny sen na jawie.

I jeszcze jeden komentarz mojej bratniej, anonimowej duszy:

„ Porzuciłem pracę, małżeństwo i wszystkie codzienne obowiązki, żeby słuchać tego utworu raz po raz przez 3 lata. Nic nie osiągnąłem przez te 3 lata na poziomie światowym, ale czułem się fantastycznie.”

Komentarz ten, był dla mnie inspiracją do stworzenia street-artu, który był jego parafrazą.

Muzyka SpaceGhostPurrpa również nie stanowi przyczynku do logicznej, lewopółkulowej analizy rozbudowanych konstruktów kompozycyjnych czy intelektualnie wysublimowanych wersów. Wręcz przeciwnie – rapowy wokal jest tylko dodatkiem do bitów a same bity niektórym ludziom wydają się czasem monotonne. W muzyce purrpa chodzi o coś innego – o surrealistyczny, czasem senny, czasem erotyczny vibe. To brudne, duszne, lo-fi beaty z obsesją na punkcie basu, pogłosu i mroku. To nawiązanie do kodeinowego stylu mixtape’ów amerykańskiego południa, w których DJ Screw celowo spowalniał tempo utworów, a także sampli kobiecych okrzyków rozkoszy z filmów porno i mroku zaczerpniętego od grupy Three Six Mafia.

Reakcje słuchaczy na kawałki SGP odzwierciedlają nastroje spod kompozycji Mortona Feldmana: „Czuje się jakbym był zanurzony w purpurowym dymie”.

Wiele z nich wskazuje na radykalną innowacyjność: „On używa cyfrowych trzasków i kliknięć, aby brzmiało czysto, ale jednocześnie brudno i surowo. Potrafi sprawić, że jego utwory brzmią demonicznie bez zniekształceń lub przepuszczania ich przez zniszczoną kasetę. To niesamowite” albo: „To jeden z najbardziej zajebistych muzycznych teledysków naszego pokolenia” i jeszcze: „On tworzył 2020 w 2012. Całkowicie wyprzedził swoje czasy!”

Ktoś inny wskazuje na ambiwalencje odczuć (podobnie jak u Feldmana): „Mam totalną obsesję na punkcie tego gościa! Słodki vibe lat 90-tych i sample prosto z piekła – jak można tego nie kochać!”

Wysublimowane szesnastki nigdy nie były koniecznością w „cloud rapie” SGP. Purrp równie dobrze mógłby nie rapować w ogóle zwrotek lecz pozostać przy samych zapętlonych refrenach i tak też byłoby dobrze.

Podobieństwa do Feldmana dla mnie są oczywiste – postawienie na aurę, a nie na złożoność kompozycji, wolne tempo, ambiwalencja uczuciowej temperatury, senność z nutką mroku.

3. Bezkompromisowa awangardowość

Feldman i Purrp mają na koncie wiele numerów tak genialnych, że weszły do historii swoich gatunków muzycznych. Purrp był rasowym trendsetterem – właściwie wpłynął na całe pokolenie twórców i słuchaczy rapu po roku 2011. Gwarantuje Ci, że Twój ulubiony raper z gatunku trap z pewnością jarał się i inspirował SGP. Niezależnie od tego, czy się przyznaje do tego, czy nie.

Ale za eksperymentalne nastawienie płaci się również pewną cenę. Wiele utworów Feldmana jest zbyt trudnych w odbiorze, zbyt ciężkostrawnych. Krytycy zarzucali mu nudę. Purrp w późniejszym etapie zaszedł tak daleko na skraj vibe’owego szaleństwa, że jego albumy balansowały ostro na krawędzi między cringe’m a oryginalnością. Powoli również stawały się ciężkawe.

Można wręcz powiedzieć, że na kilka utworów, które były absolutnymi majstersztykami, obaj produkowali kolejnych kilka lub kilkanaście, które były takimi trochę niewypałami. Cóż, eksperymenty mają to do siebie, że nie zawsze się udają – ale to właśnie cena bycia pionierem.

Dwa gatunki, ta sama pożywka dla niespokojnych dusz

Obaj – Feldman i SpaceGhostPurrp – działali na marginesach, wywracając do góry nogami oczekiwania. Jeden kazał publiczności wsłuchiwać się w dźwiękowe plamy przez sześć godzin na koncercie (żartując, że sam zasypiał na swoich premierach), drugi zamykał słuchacza w dźwiękowej czarnej sypialni, która była miejscem zwycięstwa ludzkiej kreatywności i spowitym dymem, oświetlonym na purpurowo burdelem jednocześnie.

Tworzący w drugiej połowie XX wieku Feldman i urodzony 4 lata po jego śmierci Purrp nigdy się nie spotkali. Ale gdyby wsadzić ich do jednej sali – być może nie powiedzieliby sobie ani słowa, tylko uśmiechnęli się porozumiewawczo. Bo obaj wiedzieli coś, czego nie wie większość: że muzyka to nie nuty, nie wersy, nie bity – ale aura. I że aurę można tylko stworzyć, nigdy skopiować.


Zapraszam do mail-artu!

Media społecznościowe to kiepskie miejsce dla osób twórczych, prawda? Dobrze to znam. Algorytmy nie rozpieszczają tych, którzy tworzą treści bardziej ambitne. Zapraszam do newslettera, w którym każdy mail jest formą ekspresji artystycznej na poziomie formy i treści lub odsyłaczem do moich najnowszych działań projektowych, ulicznych, poetyckich. Nie częściej niż raz na miesiąc. Dziękuję!