2025-08-31

Jakub Skaza

Marka osobista – czego możemy się nauczyć od profesjonalnych wrestlerów?

Profesjonalny wrestling to dla mnie fascynujący spektakl o wielu zazębiających się warstwach, z której każda jest nieodzownym składnikiem świetnego show sportowego. Wrestling to choreografia, kaskaderstwo, storytelling, budowanie emocjonalnej relacji z widownią w czasie rzeczywistym, a także sztuka psychologii postaci (tzw. gimmick) oraz jej wizerunku – stroju, manieryzmów, powiedzonek.

To holistyczna, sportowo-teatralna forma sztuki. Każdy kto tego nie rozumie, jest w moich oczach osobą o nikłej wrażliwości lub świadomości artystycznej!

Wrestling – sztuka czy obciach?

Zaczynam od agresywnej defensywy publicystycznej, ponieważ wiem, że w naszej sztywnej jak kij w dupie, przeintelektualizowanej Europie wielu ludzi nie rozumie i gardzi amerykańskim wrestlingiem.

„Przecież to jest głupie. To rozrywka dla plebsu!” – twierdzą zwolennicy sztuki wysokiej.

„Jak możesz to oglądać? Przecież oni udają!” – zdarza mi się słyszeć od gym bros i znawców sportów walki.

Tak, oni udają, ale to nie znaczy, że wrestling nie jest trudny, bolesny i potencjalnie kontuzyjny. Nie wierzysz? To spróbuj wejść na szczyt rozkładanej drabiny i skoczyć „na plaskacza” na drugiego faceta leżącego na ringu. A przy okazji – nie zrób krzywdy ani jemu, ani sobie. Powodzenia!

I bajdełej: ring to nie miękka mata, lecz lekko sprężynujące, twarde deski.

Ale nie o tym…

My skupimy się na aspekcie kreatywnym – w dizajnerskim i teatralnym znaczeniu tego słowa. Wrestling to kopalnia przykładów genialnej kreacji postaci, które bywają przerysowanymi markami osobistymi. Na poły odzwierciedlają osobowość grającego je człowieka, na poły są fikcją – ale zawsze mają wywoływać określoną reakcję widza.

Brzmi znajomo? Tak samo działają marki osobiste – także te poza ringiem. Osoby publiczne również piszą swoje legendy, świadomie autokreują swoją percepcję w oczach ludzi. Życie też jest cholernym gimmickiem! Lepiej, żeby Twój należał do udanych, a nie do żenująco banalnych i oklepanych, bo inaczej zginiesz w tłumie.

Dlatego przyjrzyjmy się dwóm postaciom, które uważam za jedne z najlepszych kreacji w historii wrestlingu: Goldust (Dustin Rhodes) i Mankind (Mick Foley).

Goldust – złota enigma

Goldust, czyli Złoty Pył, to postać ubranego i umalowanego w całości na złoto, noszącego blond perukę wrestlera. Na czym polegał jego fenomen w latach 90-tych?

Efekt szoku

Goldust pierwszy raz wyszedł na ring w przyciemnionej, oświetlonej na złoto arenie. Z sufitu sypało się skrzące złotym kolorem konfetti. Złota postać w peruce już na pierwszy rzut oka wydawała się być dość androgyniczna. Wiecie, mało męska. W sporcie pełnym wielkich, krzykliwych, umięśnionych macho. Ale to był dopiero przedsmak. Goldust podczas walki wykonywał bardzo niedwuznaczne ruchy, gdy dotykał zarówno siebie samego jak i przeciwnika. Zderzenie wrestlera i homoerotyzmu? To szokowało. Nic dziwnego, że konserwatywna widownia w pasie biblijnym była w szoku.

Nieoczywistości i wielowymiarowość

Najmocniejszy punkt tej postaci! Goldust był wielką zagadką. Był postacią enigmatyczną. Jego fetysz złotego koloru oraz blond peruka, miały związek z jego fascynacją Hollywood. Goldust w swoich promo zamiast wrzeszczeć odgrażając się wrogowi, cytował klasyki kinematografii. Podczas jego wejść na ring na podłodze wyświetlały się złote gwiazdy, nawiązujące do Alei Gwiazd. Co więcej, Złoty Pył pomimo swoich homoerotycznych zachowań na ringu, wychodził do walki w towarzystwie swojej żony Marleny.

Jakby konfuzji było mało, telewizyjni komentatorzy federacji (będący świadomą częścią spektaklu), wprowadzali element niepewności, spekulując czy manieryzmy Goldusta są faktycznie wyrazem jego orientacji seksualnej, czy może formą psychomanipulacji, która ma za zadanie zdeprymować i przestraszyć przeciwnika.

Zastanów się chwilę nad tym. Federacja mogła wprowadzić do swojego show postać ordynarnego, wulgarnego drag queen lub otwartego homoseksualisty. Efekt szoku owszem, byłby osiągnięty. Natomiast wszystkie jego manieryzmy i jego anturaż pachniałyby banałem. Tanią sensacją.

W przypadku Goldust’a widz do samego końca nie był pewny z kim ma do czynienia. Z maniakiem Hollywood, który poprzysiągł sobie, że złoto i sława to jego przeznaczenie? Z gejem na ringu? A może z totalnie normalnym facetem, który udaje, aby zmieszać i speszyć przeciwnika, zyskując nad nim psychologiczną przewagę?

Mankind – mroczna groteska

Mankind (czyli „Ludzkość”) to postać w skórzanej masce, przywodzącej skojarzenia z postaciami filmowych dreszczowców. Mankind był ubrany w brązowy kostium, na plecach mając skórzaną naszywkę, której kształt przypominał starożytne, naskalne przedstawienia postaci humanoidalnych. Jego fenomen to:

Efekt szoku

Mankind budził grozę: obłąkanym spojrzeniem wyzierającym spod maski, tym że wyrywał sobie garściami włosy i dusząc przeciwnika skrzeczał jak zarzynane zwierze. Jego ewolucje znane były z ekstremalnie wysokiego poziomu niebezpieczeństwa – dla niego samego. Legendarny stał się jego upadek z kilkunastometrowej klatki na stół konferensjerów, którego cudem przeżył.

Można było odnieść wrażenie, że Mankind kocha ból. Gatunek Ludzki uwielbiał pojedynki, w których upadał na rozsypane pinezki, które dziesiątkami wbijały mu się w ciało. Po legendarnym upadku z dachu stalowej klatki, przez resztę meczu z jego nosa wystawał jego własny ząb, którego wybił sobie, zderzając się ze stołem. Podczas któregoś z pierwszych promo, grający Mankind’a Mick Foley miał powiedzieć, że Mankind odczuwa ból całej ludzkości. Dlatego jest tak wykolejoną, nieobliczalną jednostką.

Nieoczywistość

Mankind nie był tylko potworem. Był jednocześnie straszny i śmieszny. Jednym z jego chwytów był Mandible Claw, który polegał na włożeniu dłoni do ust przeciwnika i mocnym ucisku nerwu żuchwowego. Z początku Mandible Claw stosowany był przy użyciu grubo owiniętego, środkowego palca, który był częścią jego kostiumu. Później jednak wkładał przeciwnikom do ust… skarpetkę nazwaną Mr Socko. Groteska w czystej postaci.

W toku ewolucji postaci Mankind zaczął występować w białej koszuli – jakby dopiero co wyszedł z biura. Ludzkość zatem nie był typowym degeneratem. Owszem był wykolejony, ale jego biała, biznesowa koszula nastręczała niepokojące pytanie: a może my, Ameryka białych kołnierzyków, również jesteśmy skrytymi degeneratami?

W końcu jego imię – Ludzkość – nie wykluczała absolutnie nikogo z tego podejrzenia…

Morał: Nie bądź przewidywalny i płaski

Goldust i Mankind pokazują, że najlepsze gimmicki to postaci wielowymiarowe, balansujące na granicy sprzeczności. To samo dotyczy marki osobistej.

  • Nie bądź jednowymiarowy.
  • Nie bój się przesady.
  • Twórz własną narrację, zamiast pozwalać, by ktoś inny pisał ją za Ciebie.
  • Jeśli życie to gimmick – graj go na 100%.

Zastanów się: jaki jest Twój gimmick? Czy jesteś prostym archetypem, którego wszyscy rozgryzają w pięć sekund, czy wielowymiarową postacią, która prowokuje emocje i zostaje w pamięci?

Bo jeśli życie to wrestling, to albo piszesz własny storyline, albo jesteś tylko publicznością.


Zapraszam do mail-artu!

Media społecznościowe to kiepskie miejsce dla osób twórczych, prawda? Dobrze to znam. Algorytmy nie rozpieszczają tych, którzy tworzą treści bardziej ambitne. Zapraszam do newslettera, w którym każdy mail jest formą ekspresji artystycznej na poziomie formy i treści lub odsyłaczem do moich najnowszych działań projektowych, ulicznych, poetyckich. Nie częściej niż raz na miesiąc. Dziękuję!