2025-07-18

Jakub Skaza

Jak być na bieżąco na detoksie od social mediów?

Wszyscy jesteśmy ćpunami. Cyfrowymi ćpunami. Ktoś mógłby się żachnąć – skoro tak duża jest skala naszego uzależnienia od ekranowych bodźców rozrywki i gratyfikacji, to dlaczego nikt o tym nie mówi? Odpowiedź jest prosta. Odsyłam do książki „Patologia normalności” Ericha Fromma. Czasem jest tak, że pewne patologiczne wzorce obecne w naszej kulturze, są tak powszechne i powszednie, że… Nie ma komu ich zauważyć i poddać krytycznej analizie.

Detoks dopaminowy, czyli kilkudniowe lub kilkutygodniowe radykalne odcięcie się od łatwej gratyfikacji, w postaci konsumpcji cyfrowej rozrywki, ma na celu szybkie podreperowanie systemu motywacyjnego (dopaminergicznego – zdaje się że tak się to określa?), oraz ogólnej energetyki i samopoczucia. I powiem Wam, że to absolutnie działa! Jeżeli masz wielkie plany i ambicje, ale od jakiegoś czasu zebranie się do kupy, by wykonać pierwszy krok, jest dla ciebie nie lada wyzwaniem i wiesz, że kiedyś tak wcale nie było… Bardzo możliwe, że przepaliłeś sobie łeb zbyt łatwymi i zbyt intensywnymi bodźcami 🙂 Nasze ludzkie organizmy zwyczajnie nie są do tego przystosowane. Nieustanny strumień dźwięków i obrazów płynących do naszej jaźni, od rana aż do zaśnięcia, jest ponad moce przerobowe naszych systemów operacyjnych.

Detoks dopaminowy a kreatywność

Mnie zawsze fascynowało jak to jest, że ludzie w pierwszej połowie XX wieku byli w stanie przeskoczyć z pułapu, w którym na początku wieku myśleli, że człowiek nie jest w stanie latać, do pułapu w którym po zaledwie pięćdziesięciu latach szkicowali już i konstruowali samoloty odrzutowe i rakiety kosmiczne. Dlaczego po wojnie nasz rozwój techniczny tak przygasł? Jakie POWAŻNE przełomy technologiczne zaliczyliśmy w ostatnich 2-3 dekadach? Tylko nie mówicie mi, że nowe wersje iPhona… Sam Internet jest przecież dużo starszym wynalazkiem. Prawda jest taka, że dość cienko z tym ostatnio.

To samo ze sztuką, muzyką i literaturą. Pierwsza połowa XX wieku to dla mnie zawsze był FASCYNUJĄCY wręcz okres, to była niespotykana i jak do tej pory nie powtórzona eksplozja ludzkiej kreatywności i geniuszu. Niesamowite rewolucje w poezji, kinie, teatrze, malarstwie itp. I dokładnie ta sama tendencja jak w technologii – siłą rozpędu jeszcze kilka dekad po wojnie coś ciekawego się działo, natomiast im bliżej przełomu wieków, a już w szczególności po przełomie, zaczyna się robić co raz bardziej odtwórczo i miałko.

Moja hipoteza jest taka, że ludzkość była wtedy w dość niesamowitym miejscu – z jednej strony powszechna edukacja i opieka zdrowotna (i wolny rynek?) doprowadziły do pewnej demokratyzacji sztuki, która wcześniej była jednak bardziej elitarnym zajęciem, z drugiej strony….

Ludzie żyli wtedy w ciszy.

Mowa srebrem…

Tak, nie żartuję. Ludzie żyli wtedy w ciszy. Żeby posłuchać muzyki, trzeba było wyjść z domu i udać się na koncert. Żeby zobaczyć sztukę, trzeba było pójść do teatru. Albo sięgnąć po książkę w DOMOWYM ZACISZU. Powszechne radio i odbiorniki TV z setkami kanałów, to świat dopiero powojenny.

Moim zdaniem każdy kolejny krok naprzód z rewolucją cyfrową, w sposób delikatny i niepostrzeżony upośledzał naszą kreatywność, ponieważ jako kolektyw nie przepracowaliśmy jeszcze świadomości zagrożeń, jakie płyną z przebodźcowania. Z zagłuszania swoich własnych myśli i życia emocjonalnego. Z łatwej gratyfikacji oraz dramatycznych, a jakże powszechnych, problemów ze skupieniem uwagi.

Cezary Graf, znany doradca majątkowy i YouTuber, powiedział coś cholernie ciekawego na temat „cyfrozy” i nierówności społecznych. Mianowicie, że te ostatnie w przyszłości będą konstytuowane nie poprzez czynniki klasowe, lecz poprzez zdolność jednostki, do zapanowania nad nałogiem cyfrowym. Ludzie spędzający czas na siłowni, w bibliotece i na szkoleniach, po prostu będą wygrywać swoje życie. Cała reszta przyklejona do ekranów, będzie jeść robaki, nie posiadać niczego i będzie szczęśliwa snem głupca.

To samo z artystami. Wygrają na dłuższą metę nie ci, którzy mieli bogatych rodziców, jak to bardzo często do tej pory bywało, lecz ci, którym starczy dyscypliny, by wyjść na zewnątrz, wyciszyć telefon i w skupieniu, przy śpiewie ptaków, zacząć pisać swój zbiór wierszy.

Być na bieżąco na detoksie

Stara jak Internet, zapomniana i jednocześnie genialna technologia RSS. Technologia która została w tyle wraz z nadejściem mediów społecznościowych, a która służyła świetnie ludziom w czasach wielkiej popularności blogów. Być może część z Was pamięta tą ikonkę na końcu artykułów na blogach. To link do kanału RSS danego bloga, strony lub portalu. Kanały RSS mają również wszystkie profile na YouTube.

Do czego służy ta ikonka? Dzięki niej kopiujesz link kanału RSS danej strony lub profilu, wklejasz go do czytnika RSS, który może być rozszerzeniem w Twojej przeglądarce lub osobnym programem, w ten sposób subskrybując interesujące Cię treści. Wszystkie one wyświetlają się w jednym miejscu, w twoim czytniku RSS, z częstotliwością odświeżania jaką sobie sam ustawisz. Jeżeli swój czytnik przypniesz do paska przeglądarki, cyferka przy jego ikonce poinformuje Cię, ile nowych artykułów pojawiło się na Twoim czytniku.

Jeżeli na interesującej Cię stronie nie ma linku do RSS Feed, możesz wkleić do czytnika po prostu adres strony, następnie ukośnik i słowo „feed” albo „rss”. Przykład: https://unblast.com/feed . W bardzo wielu przypadkach powinno zadziałać.

Dlaczego to jest dla mnie tak cholernie ekscytujące rozwiązanie? Z dwóch powodów i obydwa łączą się z detoksem od social mediów.

Rozszerzenie do przeglądarki wyświetla ilość nowych postów na interesujących mnie stronach
Lista postów z konkretnej strony
Po wejściu do czytnika możemy kliknąć tryb „pełny” w prawym górnym rogu, dzięki czemu widzimy podgląd całego posta wraz z szatą graficzną

Wolność od algorytmu – nie musisz wchodzić już na dane medium

Po pierwsze jeżeli chcesz żyć w Internecie z dala od społecznościówek, to zostają Ci portale i blogi z wartościowymi treściami. Niestety blogi i portale nie wysyłają powiadomień, a ich newslettery bywają upierdliwe – na spam w skrzynce mamy zresztą alergię. Wklepywanie kolejnych adresów stron i zaglądanie tam, czy aby nie pojawiło się coś nowego, też wydaje się mało ergonomiczne. Dzięki RSS masz przekrój nowych treści na wszystkich interesujących Cię blogach i stronach, W JEDNYM MIEJSCU. To jest niczym subskrypcja blogów.

Drugi powód jest dla mnie jeszcze bardziej fascynujący. W czytniku RSS można również wkleić adres interesujących Cię profilów na YouTube i je zasubskrybować – sam adres wystarczy. Masz wgląd w aktywność cenionych przez Ciebie twórców, ale bez podsuwania Ci pod nos coraz to nowych pokus, na które niechybnie się natkniesz wchodząc bezpośrednio na YouTube!

Z innymi social mediami jest przy tym nieco więcej fatygi. Żeby wygenerować RSS feed dla fanpage na Facebook, możesz użyć strony https://fetchrss.com/ która w darmowym planie pozwala wygenerować pięć takich feedów, które kopiujesz i wklejasz do swojego czytnika. Plan płatny zaczyna się od 5 dolarów miesięcznie i to jest całkiem spoko cena. O Instagramach i TikTokach nawet nie wspominam – będąc na detoksie nie powinny Cię one w ogóle interesować. YouTube i Facebook w zupełności wystarczą do tego, by wiedzieć co dzieje się na świecie lub w interesujących Cię branżach.

RSS interesującego mnie kanału na YouTube – z dala od pokus wciąż podsuwanych przez algorytmy
Jeżeli strona nie podaje swojego RSS Feed, wystarczy wkleić adres strony, ukośnik i „feed” lub „rss” – często działa!

To Ty układasz menu cyfrowej konsumpcji

Subskrypcje RSS można czytać w na dwa sposoby – same tytuły i zajawki artykułów a poniżej link do danej strony, albo podgląd całości artykułu! Co to oznacza? Że nie musisz nawet wchodzić na dane medium lub stronę, by zapoznać się z treścią artykułu Twojego ulubionego twórcy! Jesteś poza światem wciągających jak bagno, uzależniających mediów, a jednocześnie jesteś na bieżąco z treściami dla Ciebie najważniejszymi!

Oczywiście alternatywą jest nie scrollowanie social mediów i ustawienie sobie powiadomienia, ilekroć dany twórca coś opublikuje. Ale to trochę tak, jakby kazać alkoholikowi potrzymać puszkę piwa i nie wziąć łyka. Pewnie jednak sobie poscrollujesz – przy okazji. Na chwilę tylko 😉

Czy świat blogosfery i web dizajnu odbije sobie Internet?

Jestem adwokatem RSS nie tylko dlatego, że jest skuteczniejsze przy detoksie dopaminowym, ale również dlatego, że jestem adwokatem i promotorem stron www i wielkiej wolności ekspresji jaką one dają. Bynajmniej nie tylko dlatego, że jestem ich projektantem. Ja autentycznie uważam, że w Internecie są trzy sfery, w których panuje względna merytokracja – platformy z podcastami, YouTube i blogosfera. Reszta to uzależniające bagienko idiokracji. Na Instagramie jestem z musu – jako twórca m.in. sztuk wizualnych.

Zachęcam do przetestowania czytników RSS. Jeżeli ów pomysł poprawił nieco jakość Twojego życia, możesz zasubskrybować w czytniku RSS mój blog! Ze stronami na WordPressie nie powinno być z tym problemu (URL/feed).


BIAŁY SZUM

białą muszelkę przykładałem do ucha
zielone szkiełko do oka
i uciekałem z powrotem do świata jaźni
którego dorośli
ze zmarszczką pomiędzy brwiami
nazywali fantazją
zejście do materii
do takiego domu
było jak przykręcenie potencjometru z wysokiej tonacji
na niższą
i niższą
i jeszcze niższą
i jeszcze niższą
i kiedy myślisz że dźwięk nie może brzmieć już niżej
że już prawie go nie słychać
okazuje się że to jeszcze nie jest gęstość fizyczna
a gałkę będziesz musiał okręcić jeszcze kilka razy w lewo

hura! jesteś w ludzkim ciele

gdy sam stałem się dorosły
zrobiła mi się zmarszczka pomiędzy brwiami
choć bardziej od więzienia myśli niż od gniewu

tych którzy pamiętają
i głoszą że nie jesteśmy swoimi myślami
a w ciszy dotkniemy własnej prawdziwej natury
że nie trzeba w nic wierzyć ani niczego się obawiać
najchętniej byśmy zajebali na krzyżu
z ambony
lub na łamach prasy

nie wypada mi już trzymać białej muszelki przy uchu
jak chłopiec który w fantazję ucieka
ale słuchawki z białym szumem
zaskakująco dobrze izolują od jazgotu obłędu
impulsów automatyzmów i dogmatyzmów
wewnątrz i na zewnątrz
tej cierniowej korony
którą rozdrapujemy skórę do krwi przez osiem dekad

(Madonna może i ma 30 milionów wyświetleń na YouTube
ale biały szum do zasypiania relaksu i nauki kliknęło już 300 milionów ludzi)

Zapraszam do mail-artu!

Media społecznościowe to kiepskie miejsce dla osób twórczych, prawda? Dobrze to znam. Algorytmy nie rozpieszczają tych, którzy tworzą treści bardziej ambitne. Zapraszam do newslettera, w którym każdy mail jest formą ekspresji artystycznej na poziomie formy i treści lub odsyłaczem do moich najnowszych działań projektowych, ulicznych, poetyckich. Nie częściej niż raz na miesiąc. Dziękuję!